Zapanuj nad wszystkim co chcesz osiągnąć i zmierzaj do celu każdego dnia

Autorem zdjęcia jest Hamed Saber
Ostatnimi czasy wpadłem w pewnego rodzaju wewnętrzne rozdarcie. Głowa wypełniona po brzegi ‘rewelacyjnymi’ pomysłami. Wszystkie chcę zrealizować. Tu blog, tam nowa strona, tu nauka obcego języka… siłownia, jeszcze jeden pomysł na projekt www, bieganie, rower, sterta książek do przeczytania (przecież wszystkie były tak ciekawe, że nie można było ich odłożyć na półkę w empiku). Słowem milion rzeczy do zrobienia… i codzienne wyrzuty sumienia, że prawie nic z tych rzeczy nie zrobiłem. W pewnym momencie powiedziałem „STOP! Musisz to jakoś wszystko ogarnąć, Krzysztof. Musisz przestać się miotać pomiędzy jednym a drugim zajęciem.”
Myślę, że Ty również kiedyś byłeś w podobnym stanie. A może nawet teraz towarzyszy Ci to uczucie? Pozwól, że powiem Ci jak sobie poradzić w takiej sytuacji.
Koncentracja
Po pierwsze musisz zdać sobie sprawę z tego, że nie da się zrobić wszystkiego na raz. Nie da się złapać przysłowiowych „dwóch srok za jeden ogon” (czy jakkolwiek to w przysłowiu brzmiało). Czasy, kiedy multitasking (wielozadaniowość) był na topie minęły. Guru od rozwoju osobistego stwierdzili „oho, popełniliśmy błąd, nie da się robić wszystkiego na raz… zaczynamy głosić nową ewangelię… ewangelię koncentracji na jednym zadaniu”. I tak wszyscy, wszędzie grzmią jak istotna jest koncentracja na jednym zadaniu. Rozmieniając się na drobne, rozbijając uwagę na wiele zajęć (czy projektów) na raz, oddalamy się od ich ukończenia. Oddalamy się tym samym od osiągnięcia wymarzonych efektów, a poczucie niezadowolenia, beznadziejności, czy nawet winy zaczyna być naszym codziennym towarzyszem.
Koncentrując energię na wielu zadaniach wydzielasz zbyt małą jej ilość każdemu z nich. Oddalasz przez to osiągnięcie celu, zwiększając tym samym swoją frustrację.
Zrzut pamięci
Skoro całe to nasze wewnętrzne rozdarcie spowodowane jest chęcią osiągnięcia zbyt wielu różnych rzeczy na raz, to logicznym jest, że należy skupić uwagę na jednej rzeczy (z danego obszaru życia).
Tutaj chciałbym Ci zaproponować pewną metodę, która mi bardzo pomogła. Będziesz potrzebował czystej kartki papieru i czegoś do pisania, albo tak jak ja to zrobiłem, nowego dokumentu tekstowego na komputerze. Dobrze jest zapewnić sobie trochę spokoju, tak by nikt Ci nie przeszkadzał przez jakiś czas. Wyłącz telefon, powiadomienia o nowej poczcie, Gadu-Gadu, czy cokolwiek jeszcze może rozproszyć Twoją uwagę. To naprawdę proste ćwiczenie i bardzo Cię proszę: wykonaj je. Sam wiem jak to jest, kiedy autor książki czy artykułu rzuca w nas ćwiczeniem po ćwiczeniu – rzadko kiedy chce nam się odrywać od czytania by te ćwiczenia wykonać. Obiecujemy sobie, że wrócimy do nich później, albo tłumaczymy, że bez ich wykonywania rozumiemy o co chodzi. Tym razem proszę wykonaj to proste ćwiczenie. Zajmie to tylko chwilę, a może Ci bardzo pomóc.
Kiedy będziesz gotowy, zacznij pisać. Spisz wszystkie projekty czy zadania, które chcesz zrealizować. Wszystkie Twoje pomysły, którym kiedyś, bądź nawet teraz, towarzyszyła myśl „fajnie byłoby to zrobić” muszą znaleźć się na tej kartce papieru lub w tym dokumencie na komputerze. Daj sobie czas. Przypomnij sobie o wszystkim. Nie chcesz przecież sytuacji, w której będziesz już miał gotowy plan działania w ręce i przypomnisz sobie o jeszcze jednym, całkiem istotnym, projekcie, który zawsze chciałeś zrealizować. Oderwij się na chwilę od tej burzy mózgów. Idź na spacer. Możesz nawet wrócić do tworzenia tej listy za kilka dni. To Twoje życie i Ty decydujesz o regułach
Kiedy już będziesz miał swoją listę pomysłów, projektów do zrealizowania i rzeczy do zrobienia, poświęć kilka minut na każdą z nich. Pomyśl jakie plusy ma zrealizowanie danego zadania, co zmieni, co faktycznie Ci da. Będziesz się czuł lepiej? Będzie źródłem pasywnego dochodu? Ułatwi komunikację w obcym kraju? Zwiększy poczucie pewności? Ułatwi kontakty z innymi ludźmi? Jeśli projekt może przynosić jakiś przychód, to napisz, na czym dokładnie możesz zarobić i jakiej wielkości przychodów się spodziewasz. Cokolwiek przyjdzie Ci do głowy, co można zaliczyć jako pozytywny efekt realizacji tego zadania, pisz.
Mamy na kartce wszystkie plusy. Teraz czas na spisanie minusów. Co przemawia za tym, żeby danej rzeczy jednak nie robić? Jeśli to jest pomysł na stronę www, to może istnieje już wiele stron o tej samej tematyce? Jeśli to chęć nauczenia się nowego języka, to może wcale nie będziesz z niego tak często korzystać? Może wykonanie projektu nie jest bezpieczne? Albo nie do końca legalne lub etyczne? Nie wiem jakie pomysły są na Twojej liście, jednak postaraj się obiektywnie je osądzić i wypisać wszystkie „za i przeciw”.
Ostatnią rzeczą do dopisania pod każdym z projektów jest „przewidywany czas realizacji”. Czasami ciężko jest to określić, ale postaraj się wpisać chociaż orientacyjny czas, np. ’6-9 miesięcy’, albo ‘ponad 12 miesięcy’.
Spisując myśli na papier uwalniasz po części mózg od ciągłego myślenia o nich. Dajesz sobie tym samym trochę oddechu. Nie zdziw się jeśli już w tym momencie poczujesz pewnego rodzaju wewnętrzny spokój.
Wybory
Na tym etapie masz listę wszystkich rzeczy, które chciałbyś zrealizować. Pod każdym projektem czy zajęciem, masz listę plusów i minusów oraz przewidywany czas realizacji zadania. Uzbrojony w taką wiedzę, przedstawioną czarno na białym, jesteś gotowy zdecydować, które z zadań jest dla Ciebie najważniejsze, realizacja którego przyniesie największy efekt, w najmniejszym okresie czasu. Coś jak w zasadzie 80/20 Pareto-Lorenza. Dalej, poprzemieszczaj punkty w swoim dokumencie tekstowym, albo ponumeruj je na kartce w takiej kolejności w jakiej zamierzasz się za nie „zabrać”.
Może się zdarzyć, że po przeanalizowaniu plusów i minusów niektórych projektów już wcale nie będziesz chciał tak bardzo realizować (mi się tak zdarzyło w przypadku 3 projektów!). Śmiało, po prostu je wykreśl lub skasuj z Twojego dokumentu tekstowego. Nie wiem jak Ty, ale ja poczułem się lżej, kiedy to zrobiłem, jakby ktoś ze mnie zdjął jakąś ogromną presję (dodatkowo mogę przestać opłacać te „genialne” domeny rok w rok!
).
Analizując projekty z listy, segregując je w kolejności od tego, od którego zaczniesz, do tego, który zostawiasz na przyszłość, ustalasz plan działania na najbliższe miesiące, bądź nawet lata.
Parę zdan podsumowania
Przedostatnim elementem tej metody jest napisanie kilku zdań podsumowania. Swoją posegregowaną listę opisz w paru zdaniach. Co będziesz robił, jak to osiągniesz, co będzie następnym etapem itd. Np. „Przez najbliższe 6 miesięcy będę rozwijał swojego bloga. Doprowadzę do 1000 odwiedzin dziennie. Będę pisał 3 artykuły tygodniowo publikując tylko jeden. Dzięki temu po 6 miesiącach będę mógł pozostawić bloga na autopilocie. Wtedy, przez następne 12 miesięcy zajmę się projektem X. itd.”. Jak widzisz, to bardzo łatwe. Nie wchodź za bardzo w szczegóły, cały opis powinien zawrzeć się w kilku, kilkunastu zdaniach. Nie pisz też zbyt ogólnie, w końcu to ma być orientacyjny plan działania, prawda?
Sekret tkwi w działaniu
Ostatnim już elementem mojej metody jest: PO PROSTU DZIAŁAJ! Skoncentruj całą uwagę na zadaniu numer 1. Zapomnij o wszystkim innym z listy dopóki nie doprowadzisz pierwszego zadania do stanu, w którym może być ono pozostawione na autopilocie. Co to takiego ten autopilot? W przypadku projektu www będzie to moment, w którym strona działa, ma aktywnych czytelników, żyje „swoim życiem” i wymaga od Ciebie minimalnych nakładów czasowych, bądź tylko finansowych (opłacanie kogoś, kto zajmie się doglądaniem projektu za Ciebie). W przypadku treningu, siłowni itp. autopilot jest momentem, kiedy wyrobisz w sobie nawyk, kiedy np. chodzenie na siłownię stanie się stałym elementem Twojego dnia, bez konieczności zmuszania się. W przypadku nauki obcego języka, autopilot jest momentem, kiedy nie zmagasz się już z zasadami gramatyki, jesteś w stanie płynnie się komunikować, sporadycznie sięgając po słownik. Zresztą, sam najlepiej ocenisz moment, w którym możesz zmniejszyć poziom uwagi poświęcanej aktywnemu „projektowi” i skoncentrować się na kolejnym.
Powyższa metoda, nie jest pewnie niczym odkrywczym, ale te kroki pozwoliły „uporządkować” mi moje myśli. Ponadto, dzięki koncentracji na jednej rzeczy widzę postępy w kierunku realizacji moich celów z tygodnia na tydzień, co niesamowicie motywuje do dalszego działania. Jestem bardzo ciekawy, czy podoba się Wam mój pomysł i jakie są Wasze wrażenia po spisaniu i posegregowaniu swoich projektów. Bardzo liczę na wasze opinie w komentarzach poniżej.
Pozdrawiam
Krzysztof

Oj długo nie pisałeś. Ja osobiście mam już wytyczone cele według metodologi ZTD ale sposób ich ustalania jest bardzo podobny do tego co piszesz. Pozdrawiam.
Witaj Arek. Moja przerwa w pisaniu na tym blogu spowodowana była właśnie tym co opisałem powyżej. Moja uwaga skupiona była na rzeczach, które uplasowały się wyżej na mojej „liście projektów”.
Od teraz blog będzie aktualizowany regularnie. Mam też plan, by z biegiem czasu pisać coraz więcej/częściej. Liczę, że uda mi się tego dokonać – jednak musicie mnie bardziej motywować komentując, dzieląc się własnymi opiniami. Liczę na dialog
Witam!
Chciałam do tego dodać że przy takich listach projektów do realizacji, nie kasujmy backspacem tych już wykonanych. Lepiej je skreślać na kartce lub skreślać na ekranie, ale skreślone zadania do wykonania wyglądają tak dumnie i motywująco : – D
Oczywiście bez przesady, lista po roku byłaby strasznie nieczytelna.
Ja też mam mnóstwo zadań do zrobienia i ostatnio zaczęłam koncentrować się na jednym, a resztę chwilowo ignorować. Okaże się, czy na dłuższą metę rozwiązanie to się sprawdza : – )
Pozdrawiam,
Kasia.
No tak. Nic tak nie dodaje energii do dalszego działania jak widok ukończonych zadań. Z drugiej strony mowa tutaj o bardziej długoterminowych projektach, niż jednorazowych czynnościach do wykonania. Jeśli taki projekt długoterminowy ukończymy, jednocześnie staje się on „częścią naszego życia”, a zmiany jakie obserwujemy są motywacją samą w sobie.
Niemniej jednak słuszna uwaga. Dzięki.
Dobrze, że znowu piszesz
Świetny blog. Poprzednie artykuły już mi kilka razy w życiu pomogły. Będę zaglądał regularnie.
Pozdrawiam.
crank127, miło słyszeć… ekhem… czytać. Dzięki.
Cześć Krzysztof:)
Jak się cieszę, że coś napisałeś wreszcie:)Już się bałem, że zawiesiłeś blog-a bardzo go lubię:)Znalazłem u Ciebie wiele rzeczy, które pomogły mi w rozwoju:)
Pozdrawiam
Dr Ragan
Ja Proponuję Krzysztofie Zen to Done:)Znasz go pewnie doskonale, bo pisałeś na swojej stronie wiele razy o tym:)Ja korzystam z programu Thinking Rock-tam gromadzę wszystkie pomysły-później robię analizę-to co zajmie mi 2 minuty robię od razu. Jeżeli wiem, że coś jest bardzo ważne to włączam to do swoich projektów. Staram się zajmować naprawdę ważnymi rzeczami i projektami-resztę oddalam w przyszłość-jeżeli wiem, że coś może poczekać.W tym programie jest funkcja przy analizie „someday/maybe”-dzięki, której możesz oddalić pomysł na przyszłość. Program przypomni Ci o nim wtedy kiedy będziesz chciał:)
Fajnie całą procedurę Zen to Done opisał teraz Michał Pasterski na swojej stronie http://www.michalpasterski.pl
Możesz też wpaść na mojego bloga i znajdziesz coś interesującego, bo zajmuję się tylko tą tematyką:)
Pozdrawiam
Dr Ragan
Witaj Dr Ragan. No zacząłem pisać zacząłem. Chociaż muszę przyznać, że traktuje tego bloga całkiem hobbistycznie i nie mogę obiecać systematyczności w przyszłości. Mimo to będę się starał, aby coś z moich przemyśleń znalazło się na blogu co najmniej raz w tygodniu. Mam nadzieję, że będzie o czym dyskutować.
Odnoścnie zen to done, byłem zafascynowany blogiem zenhabits i Leo Babutą jakiś czas temu. Głównie dlatego, że Zen To Done stanowiło uproszczenie GTD, które mnie „ograniczało” swoimi wszystkimi zasadami. W chwili obecnej wypracowałem sobie swój własny „system” oparty po części na ZTD (które z kolei jest oparte na GTD) i Evernote. Nie trzymam się jednak kurczowo zapisywania wszystkiego co mam do zrobienia i „odhaczania” tego co już zrobione. Wprowadzenie odrobiny „luzu” w przypadku rzeczy mniej ważnych powoduje, że korzystanie z tych narzędzi w przypadku rzeczy ważniejszych działa dużo lepiej – przynajmniej dla mnie.
Pozdrawiam
Czy słyszałeś o Pomodoro technique??Co sądzisz o tej technice??Polega ona na tym iż wybierasz zadanie, którym chcesz się zająć nastawiasz minutnik na 25 minut i pracujesz dopóki nie zacznie dzwonić później robisz 3-5 minut przerwy i znów pracujesz,po czterech takich blokach masz 20-30 minut przerwy. Czy wolisz wyznaczyć sobie jakiś deadline czasowy(np. Skończę raport do godziny 9:00) dla zadania i pracować dopóki go nie skończysz??
Pozdrawiam
O Pomodoro słyszałem. Z Pomodoro próbowałem korzystać, ale w mojej pracy się to nie sprawdziło. Zajmuję się na co dzień programowaniem (chociaż ostatnio bardziej zarządzaniem projektami/biurem). Podstawą Pomodoro jest sztywne trzymanie się bloków czasu… co w przypadku programowania nie jest dobre (przynajmniej dla mnie). Kiedy wpadne w tak zwany „flow” i jestem w 110% procentach skoncentrowany na kodzie przerwa, nawet 5 minutowa, może spowodować wybicie z tego „stanu”.
Zadanie zajmie cały dostępny czas. Dlatego wyznaczane „prywatnych” deadlinów działa motywująco dla niektórych.
Obecnie staram się uniezależnić od czasu. Wyznaczam tylko ogólne ramy czasowe kiedy pracuję, a kiedy nie i w nich staram się wykonać jak najwięcej z tego co sobie postanowiłem na dany dzień.
Osobiście wystarczy mi samo postanowienie sobie, że mam zrobić to i to… nie muszę się dodatkowo motywować. Jestem skoncentrowany na zadaniu, kończę i przechodzę do czegoś innego.
Jednak zgodnie z zasadą Parkinsona, wielu osobom zadanie zajmie dokładnie tyle czasu ile na nie przewidzieli – zgadnij więc co się stanie jeśli nie określą sobie żadnych ram czasowych
Byłem przez długi okres czasu mocno „przywiązany” do listy todo. Aktualnie staram się wykonywać to co sobie zaplanowałem, ale wprowadzam też wiele luzu. W końcu to moje życie i powinienem w nim robić to na co mam ochote/na czym mi zależy (oczywiście bez przesady; obowiązki obowiązkami). Nie chcę za jakiś czas popatrzeć wstecz i zobaczyć sterty wykonanych list todo… bo chyba nie o to chodzi.
Pozdrawiam
Mnie ta metoda się podoba, ale jak każda tego typu jest trudna do utrzymania, bo przecież wymaga systematyczności. „Cele” trzeba weryfikować co jakiś czas, sprawdzać postępy.
Przy okazji:
Mnie w twojej osobie podoba się jedna rzecz – największa skromność wśród blogerów zajmujących się tą tematyką. Właśnie przeczytałem twoją dysputę na blogu pewnego „niezależnego” rentiera gdzie moim zdaniem zadawałeś słuszne pytania i do dyskusji włączył się pewien kolejny „niezależny” guru. Prawda ludzi w oczy kole i zamiast przyznać się – „tak, mieszkam u mamusi i udaję niezależnego” lub powiedzieć, że „chcą” osiągnąć jakiś sukces, to kręcą i kreują się na wielkich biznesmenów na dodatek zwodząc innych.
Ja też podobnie jak inni tutaj bałem się, że twój blog stanie się kolejnym zombie, a tu patrzę – nowe wpisy! Tak trzymać! Zachęcam do pisania, bo sam wiem jak trudno do tego się zabrać.
Jerzy,
Dziękuję Ci za to.
dziękuję za ten komentarz – zwłaszcza fragment dotyczący mojej „wymiany zdań” na „blogu rentiera”. Przyznam, że miałem przez chwilę wiele wątpliwości, czy w ogóle słusznie zabrałem głos, czy może po prostu się czepiam kogoś, kto chce dobrze. Zresztą na ten temat możnaby dyskutować wiele czasu, nie to jest jednak najważniejsze – najważniejsze jest to, że teraz wiem o istnieniu co najmniej jednej osoby podzielającej mój punk widzenia
Mój blog nie powinien stać się zombie. Co prawda jest to przedsięwzięcie czysto hobbistyczne i nie mogę obiecać regularnego pisania 3-4 artykułów tygodniowo, jednak tematyka na tyle mnie interesuje, że będę chciał dzielić się tym co wiem (lub czego dopiero się dowiedziałem) przynajmniej kilka razy w miesiącu – tak byśmy mogli wspólnie przedyskutować niektóre tematy. Bardzo chcę by Kierunek->Sukces nie był miejscem, gdzie ja się popisuję zgrywając „guru”, tylko miejscem skupiającym ludzi zainteresowanych samorozwojem i świadomym kierowaniem swoim życiem. Liczę na to, że z czasem będzie nas coraz więcej.
Dziękuję Ci jeszcze raz… i pozdrawiam
Krzysztof
Wszyscy wiemy jak trudne jest zapanowanie nad swoimi sprawami. Zwłaszcza w epoce informacyjnej, gdzie ludzie ulegli złemu wrażeniu, polegającemu na tym, że wymaga się od człowieka szybkości działania równej co najmniej szybkości standardowego procesora. Niestety ludzkie możliwości w miarę rozwoju techniki się nie zmieniają.
Internet pełen jest cwaniaków, którzy kreują się właśnie na guru, a tak na prawdę żyją na cudzy rachunek. A propos – polecam rewelacyjną książkę pt. „Biznes to nie bajka. Albo jak na 1000 sposobów pogmatwano proste sprawy z życia firmy” autorstwa Jacka Trouta i Steve’a Rivkina. Oni obalają tam m.in. tego typu mity, o których dyskutujemy teraz pod twoim wpisem w komentarzach.
@Jerzy
O książce słyszałem, ale pod oryginalnym tytułem (The Power of Simplicity). Chyba Leo Babauta z zenhabits.net kiedyś ją opisywał – chociaż nie jestem pewien. Przyznam, że osobiście nie czytałem, jednak simplicity, czyli po naszemu „prostota” (której dotyczy ta książka) jest bardzo szerokim tematem… a jej przeciwieństwo – over-complexity – co można próbować tłumaczyć jako „nadmierna złożoność” niestety bardzo aktualnym problemem także naszego społeczeństwa.
Jeśli angielski jest Ci nie obcy, to na pewno spodoba Ci się blog zenhabits.net – zwłaszcza wpisy z tagiem #simplicity. Polecam wpis ‘Productivity 2.0‘ na tymże blogu.
Polskie streszczenia dużej części artykułów z zenhabits.net znajdziesz także w archiwum mojego bloga. Polecam się
Ja jestem niechętny do wchodzenia we wschodnie filozofie w wykonaniu pana Babauty. Nie potrzebna nam religia a tylko zwykła prosta organizacja pracy.
Leo Babauta nie ma nic wspólnego (o ile mi wiadomo) z wschodnimi religiami, a z filozofią Zen też powiedziałbym niewiele. Jego artykuły są bardzo życiowe – inaczej jego blog nie stałby się jednym z najpopularniejszych w internecie
To tylko takie sprostowanie, nie próbuję przekonywać na siłę.
Pozdrawiam
Mam nadzieję, że masz rację. Trochę mnie uspokoiłeś.