Wygrywasz 40 milionów. Idziesz do pracy czy nie?
Dookoła lekki szum dotyczący dzisiejszej kumulacji w Lotto, a mi przez głowę przeszło parę pytań, zaczynając od prostego – czy poszedłbym do pracy jutro rano? Poszedłbym, chociaż mam wrażenie, że niewiele udałoby mi się „wypracować”. Właśnie tutaj pojawia się całe sedno sprawy. A w sumie to nawet dwa sedna.
1. Jak bardzo zmieniło by się Twoje życie wygrywając tak znaczną kwotę pieniędzy?
2. Czy rzeczywiście, już teraz, wiesz do czego tak duże pieniądze są Ci potrzebne?
Wszyscy marzą o dużych pieniądzach – nie oszukujmy się; WSZYSCY. Wiele razy słyszymy, albo czytamy, jak ktoś bardzo pragnie tego pierwszego miliona… Ale tak naprawdę mało z nas posiada sprecyzowane jakiekolwiek plany, które by tej czy innej kwoty dotyczyły. Zastanawiałeś się kiedyś po co tak naprawdę chcesz mieć duże pieniądze (specjalnie nie używam zwrotu „być bogaty”, bo uważam, że to coś innego)? Co takiego, oprócz samochodu, rodziny, która bardziej Cię lubi, domu itp., zapewniłyby Ci te pieniądze? Jak wyglądałby Twój dzień… po miesiącu, czy dwóch w których nacieszyłbyś się już nową sytuacją majątkową? Odpowiedzi na tego typu pytania są z pewnością bardzo indywidualne, ale myślę, że warto je sobie zadać – chociażby po to by chwile pofantazjować.
Mam jednak wrażenie, że oprócz typowych „podróżowałbym”, „pomógłbym rodzicom/siostrom/braciom”, „finansowałbym fundacje charytatywne”, niewiele NOWEGO pojawiłoby się w naszym, przecież NOWYM, życiu. Każdy marzy o dużych pieniądzach, ale czy rzeczywiście wiemy do czego, i czy w ogóle są one nam potrzebne?
Jeśli jednak z łatwością możesz wymienić plany/rzeczy/zajęcia, które dzięki nowym środkom, czyniłyby Cię szczęśliwszym… zapisz je szybko na kartce papieru lub w nowym dokumencie tekstowym na komputerze – to są niektóre z Twoich marzeń (niektóre, bo wierzę, że nie wszystkie marzenia są związane z pieniędzmi). Posiadając już taką listę, można pójść o krok dalej. Co zrobić, żeby samemu sobie zapewnić spełnienie tych marzeń? Czy masz plan swojej finansowej przyszłości? Wiesz ile, kiedy i na co będziesz potrzebować pieniędzy? Wyceń swoje, uzależnione od pieniędzy, marzenia. Jaka jest „kwota Twojego szczęścia”? Może się okazać, że wcale nie potrzebujesz tego „upragnionego” miliona… czy czterdziestu ![]()
Możesz też poukładać swoje „finansowe marzenia” w wybranej przez siebie kolejności… i zacząć zbierać na pierwsze z nich. Od teraz zawsze dokonując jakiegokolwiek zakupu, będziesz mieć wybór – kupuję to, albo „kupuję” fragment mojego marzenia odkładając ten zakup na sklepową półkę.
Precyzując swoje marzenia, wg niektórych, przyciągamy je do siebie. Warto więc spróbować.
A jeśli zdarzy Ci się wygrać te -dzieści milionów, przynajmniej będziesz bez zastanowienia wiedział co z nimi zrobić
Życzę wysokich wygranych…

Wbrew pozorom nie każdy marzy o takiej wygranej. Kilka razy znajomi pytali co bym zrobił, gdybym nagle wygrał podobną kwotę. Odpowiadałem, że jej nie potrzebuję, albo inaczej rzecz ujmując – nie czuję się gotowy na taką wygraną. Śmieli się ze mnie i mówili, że nie wiem o czym mówię. Widać jestem ignorantem, bo nie gram. A milion(y) i tak będę miał, to tylko kwestia czasu i pytanie kiedy będę na to gotowy
.
Łukasz, też staram się rozróżniać te dwa pojęcia „mieć dużo pieniędzy” a „być bogatym”. Kiedyś czytałem, że gdyby zabrać prawdziwie bogatej osobie jej pieniądze, byłaby w stanie zarobić taką samą lub nawet większą kwotę w niedługim czasie. Czytałem też o odwrotnej sytuacji, kiedy ludzie „biedni” wygrywali duże kwoty pieniędzy i po niedługim czasie ich materialna sytuacja wracała do tej z przed wygranej.
Bycie bogatym to coś więcej niż posiadanie pieniędzy. To umiejętność ich zarabiania. To wiedza i doświadczenie. Ty wybrałeś właśnie taką drogę… jak wiele innych osób zainteresowanych rozwojem osobistym – wszak rozwój finansowy jest jego nieodłącznym fragmentem.
Ja jednak bym chciał zaryzykować i wygrać te kilka milionów
Zdecydowanie przyspieszyłyby one bieg wydarzeń.
Pozdrawiam.
Taki żarcik w temacie (gdzieś podpatrzony):
„Pieniądze szczęścia nie dają – Bieda też”
Pozdrawiam
W sumie jeśli miałbym wygrać też nie miałbym nic przeciwko przyspieszonemu kursowi bogactwa
Pytanie jakie masz marzenia…
Widziałem kiedyś wyniki badań i podobno większość milionerów jest nieszczęśliwa. Tak, pieniądze pozwoliły im zrobić duże zakupy – duży TV, mega zestaw kina domowego, jakiś duży mercedes i… nagle się okazuję, że milion to nie tak dużo.
Hmm… ja bym miliona nie przeznaczył na telewizor i kino domowe
Dlaczego? Przeczytacie tutaj
A mercedes… hmm… no zmieniłbym pewnie moja C klase na CLS, choć troszkę z łezką w oku.
A tak poważnie, to poruszyłeś zupełnie nowy temat, mianowicie szczęście milionerów. Osoboście nie jestem (jeszcze) milionerem, ale mam wrażenie, że „bycie” milionerem nie kończy się na wypasionym mieszkaniu, samochodze i golfie co sobote. Stąd właśnie postawione przeze mnie w poście pytanie, jak wyglądałoby Twoje życie po jakimś czasie od wygranej? Kiedy już telewizor i samochód się znudzą
jestem bardzo ciekawy jak się to u Was przedstawia?
A Ciebie Mariuszu witam na naszym blogu.
Dodatkową kwestią jest to, jak się podejdzie do dużych pieniędzy, które mimo wszystko raz na jakiś czas komuś się przytrafią – albo lotto, albo nieoczekiwany spadek po przysłowiowej bogatej cioci w Ameryce. Kiedyś na ten temat dyskutowałem z jedną z bliskich mi osób, i okazało się, że mieliśmy zupełnie różne podejścia do sprawy – ta osoba chciała od razu część gotówki rozdać, część od razu wydać, a to, co zostanie – zachować. Ja uparcie twierdziłem, że nawet, jeśli ma ochotę uszczęśliwiać kogoś na boku, to więcej dobrego przyniosą regularne a mniejsze kwoty, a samemu też można przecież całą kwotę odłożyć nawet na lokatę, i wydawać odsetki – krótko mówiąc mieć ciastko i zjeść ciastko. Nawet, gdyby się wtedy szarpnąć na kupno domu i auta na kredyt (szok! dlaczego na kredyt? przecież masz pieniądze!) i dać na tym bankowi zarobić – ja po kupnie domu wolałbym dalej mieć te kilka baniek na koncie na realizację dalszych marzeń
Pozdrawiam serdecznie
Adam Hepner
Adamie w 100% podzielam Twój punkt widzenia!
Tak z ciekawości zapytam, wiesz już jaka kwota byłaby dla Ciebie wystarczająca? Albo raczej, jakiej wysokości miesięczne „odsetki” od tej kwoty byłyby satysfakcjonujące?
Polecam!
To bardzo przyjemne zajęcie, takie „szacowanie” tej kwoty
@Krzysztof: ja tam nie planuję się zatrzymywać na mniej niż 50 tysiącach miesięcznie, chociaż z tego co wiem, to z reguły „próg komfortu finansowego” szacuje się w Polsce na około 10 tys. miesięcznie. To znaczy, że jak dostajesz tę kwotę do ręki systematycznie, to jesteś w stanie się względnie nie przejmować swoimi finansami, możesz sobie coś odłożyć, kupić względnie komfortowe mieszkanie, wyposażenie, samochód i paliwo. Ale to wszystko statystyka
W moim przypadku planuję te 50 tys. uzyskać z kilku źródeł, żeby mieć swoje dochody odpowiednio zdywersyfikowane. Inwestycja jest jednym z tych źródeł, firma współpracująca z dobrym MLMem daje mi źródło nr 2 i 3, do tego mam plany na jeszcze przynajmniej 3 inne
Pozdrawiam serdecznie
Adam Hepner
Adam, a skąd wziąłeś taką wartość „progu komfortu finansowego” w Polsce? Przecież to zależy od miejsca zamieszkania. 10 tyś w Warszawie może nie być wystarczające, podczas gdy np. w Rzeszowie (gdzie mieszkam) pozwala żyć na bardzo przyzwoitym poziomie.
Myślę, że próg, o którym piszesz, to tylko psychologia, a nie statystyka. Ludzie przyzwyczaili się, że 10,000zł to ładna okrągła kwota, która fajnie byłoby mieć. Prawda jest taka, że jak się ją już ma, to… fajnie byłoby mieć więcej
Gratuluję planu 50,000 miesięcznie – życzę by Ci się udało!
Nie przypomnę sobie skąd dokładnie wziąłem tę statystykę, równie dobrze mogłem ją gdzieś po prostu usłyszeć i tu powtórzyć
, przy czym jakby się nad tym zastanowić – to nie jest to takie z sufitu wzięte. Mając 10 tys. zł miesięcznie można sobie pozwolić na zakup całkiem fajnych rzeczy, nawet biorąc pod uwagę kredyt. Można za to kupić spore mieszkanie, lub dom, samochód, i powinno (w sporej części przypadków) wystarczająco dużo pieniędzy, żeby nie przejmować się na każdym kroku swoimi wydatkami.
Nie twierdzę, że to jest kwota wystarczająca – z całą pewnością znajdą się ludzie zarabiający i po 20 tys. zł miesięcznie, którzy będą uparcie twierdzić, że ledwo im starcza na życie
100% racja. Fajnie ten temat został poruszony w książce „Your Money or Your Life” – gorąco ją polecam, jedna z lepszych książek z tematyki psychologiczno-finansowej. Jej głównym przesłaniem jest właśnie to, że nigdy nie będziesz szczęśliwy z tego ile zarabiasz, dopóki nie uporządkujesz swoich wydatków i nie „uprościsz” swojego życia czerpiąc satysfakcję z tego co już masz zamiast poszukiwać jej w czymś czego nie posiadasz. Wspaniała lektura zawierająca bardzo wiele spostrzeżeń, które dają do myślenia.
Witam,
wygrać kilka milionów ot tak nagle a zarobic je w pocie czoła to dwie różne aspekty i tutaj nie ma żadnej dyskusji. Osoba dostająca nagle miliony na konto a nie mająca wcześniej z takimi pieniedzmy do czynienia, staje się tak naprawde z tego wczesniejszego myśliwego, ofiarą. Nie jest kompletnie przygotowana na takie kwoty, nie ma pojęcia jak nimi gospodarować na poziomie biznesowym, jak zarządzać takim kapitałem, jedyne co myśli większość przypadkowych lotto-milionerów to lokata i życie z odsetek, jednak po kilku latach a może i wcześniej przychodzi otrzeźwienie i myśl która cisnie się na usta każdemu – „jestem pasożytem ” nic po mnie zostanie, niczego ambitnego nie stworzyłem i tak naprawde nic nie mam. (oczywiście zakładam że taki milioner nie przepuści takiej gotówki w trybie przyspieszonym) A więc ambicja to jest wyzwanie dla takich pseudo-milionerów, reszta jest tylko dodatkiem.