„Inwestuj we własny dług” – czy 500,000zł może spłacić się samo?
Jeszcze wczoraj opisywałem premierę ebooka „Inwestuj we własny dług” autorstwa Sławomira Śniegockiego. Jeśli nie czytałeś tamtego posta, kliknij tu, gdyż stanowi on dobry wstęp do dzisiejszego wpisu.
Jak pisałem poprzednio, darmowy fragment, który jest do pobrania na stronie promującej książkę, wywarł na mnie pozytywne wrażenie i skłonił do zakupu. Co więcej, okazało się, że dzięki „temperaturowej promocji” zapłaciłem niewiele ponad 16zł za zamówienie. Ebook jest już na moim pulpicie, a ja kontynuuje czytanie (pierwsze 30 stron, zawarte w darmowym fragmencie mam już za sobą).
Drugi krok do wyjścia z długów sprowadza się do:
- planowania wydatków… zwłaszcza tych, które jeszcze teraz są dość odległe – np. przyszłoroczne wakacje,
- umiejętności rozróżnienia dobrego długu od złego długu – dwustronicowy rozdział to pigułka wiedzy, która przekazuje nam np. Kiyosaki,
- odpowiedniej organizacji dokumentów – zarówno tych papierowych jak i elektronicznych,
- wydzielania z wynagrodzenia kwot na a) większe wydatki w przyszłości, b) edukacje i przyjemności, c) inwestycje
- umiejętności oceny tego co oferuje rynek
Krok trzeci
Trzecim krokiem na drodze do szybkiego wyjścia z długów jest namierzenie naszych wydatkowych dziur. Robimy to na podstawie ćwiczenia, w którym wypełniamy tabele z wydatkami regularnymi i nieregularnymi… Co więcej, nasze dane zestawione są z danymi Konsekwentnej Kingi i Rozrzutnego Roberta (nazwiska mówią same za siebie), co szczerze przyznam, w moim przypadku było dość „bolesne”.
Krok czwarty
W czwartym kroku uwaga zwrócona zostaje w kierunku zarobków. W ćwiczeniu wypełniamy tabele z danymi dotyczącymi naszych regularnych, jak i nieregularnych przychodów. Po czym zestawiamy wpisane przychody z wydatkami z poprzedniego ćwiczenia. W ten sposób otrzymujemy procent zarobków, które potrafimy zachować. W tym przypadku nasze dane również zestawiane są z danymi bohaterów z poprzedniego rozdziału, co wspaniale pokazuje, że niższe zarobki i kontrola nad wydatkami, może przewyższać wysokie przychody pozostawione bez kontroli. Przyznam, że opisane ćwiczenia wykonałem bardzo pośpiesznie, gdyż jak najszybciej chciałem się z Wami podzielić relacją z tej książki, ale planuję wrócić do tego ćwiczenia podczas weekendu i może nawet wykonać je wspólnie z żoną.
Krok piąty
Wiedza zdobyta w piątym kroku umożliwia nam stworzenie Indywidualnego Planu Naprawczego. Zaczynamy od przeglądnięcia stanu swojego zadłużenia. Wszelkie zobowiązania grupujemy wg typu i oddzielamy te przeterminowane od nieprzeterminowanych. Następnie ustalamy priorytet dla każdego z zobowiązań – najwyższy priorytet powinny otrzymać opłaty dotyczące naszego miejsca zamieszkania, później zaległe podatki, mandaty itp., a w dalszej kolejności pozostałe zobowiązania. Warto spędzić chwile w tym miejscu analizując swoje przychody, wydatki i podejście do zarządzania finansami – postacie Konsekwentnej Kingi i Rozrzutnego Roberta są fantastycznymi przykładami, które też warto przeanalizować.
Krok szósty
Szósty krok, na drodze do wyjścia z długów przedstawia metody zmniejszania „złych” długów, tj. np. renegocjacja umowy, zmiana sposobu spłaty, przewalutowanie czy np. kredyt konsolidacyjny lub refinansowy. W rozdziale znajdziemy dość przejrzysty opis każdego ze sposobów przedstawiając potencjalne za i przeciw. Musze przyznać, że opisy te są napisane w bardzo przystępny sposób, a zarazem przedstawiają wiedzę na bardzo zadowalającym, dla każdego z nas, poziomie.
Dodatkowo w tym rozdziale przedstawiony zostaje sposób spłaty przeterminowanych zadłużeń, kiedy ich suma przekracza nasze dostępne środki, jak i metody szybkiej spłaty długów, gdy dysponujemy kwotami przewyższającymi wymagane wysokości rat. Bardzo szczegółowo została tu przedstawiona metoda „kuli śnieżnej”. Na koniec zapoznajemy się z dość sprytnym sposobem postępowania z kartą kredytową.
Krok siódmy
Ostatni, siódmy rozdział traktuje o kontroli. Kontroli bieżących wydatków i zarobków i konfrontacji ich względem planu. Orientacji w bieżących wydarzeniach na rynku. Przestrzega także przed efektem kredytowego jojo – jako przestrogę przedstawiając obecną sytuację kredytową Polaków. Zapoznajemy się z różnymi metodami stosowanym przez sprzedawców, sklepy i hipermarkety, przez które często dokonujemy nie do końca przemyślanych zakupów.
Moje podsumowanie
I na tym kończy się, dość krótka, przygoda z tą książką. Zagadnienia w niej opisane pozwalają zrozumieć różnicę pomiędzy dobrym i zły długiem (chociaż o tym pierwszym niewiele w niej przeczytamy), zdiagnozować naszą aktualną sytuację finansową – porównując ją do postawy rozrzutnej i ‘konsekwentnej’, stworzyć plan spłaty kilku zadłużeń. Ponadto zapoznajemy się z metodami obniżania zaciągniętych kredytów, jednym sposobem postępowania z kartami kredytowymi (który osobiście uważam za ciekawy, choć np. w mojej sytuacji mało przydatny) oraz sposobami w jaki „wyciągają” z nas pieniądze hipermarkety i państwo (podatki!).
Złote Myśli nie takie złote?
Nie do końca widzę powiązanie tego co znalazłem w ebooku z tym co opisują Złote Myśli na stronie go promującej. Głównym „elementem” książki jest przedstawienie metody Kuli Śniegowej (wymyślonej bodajże przez Dave’a Ramsey’a i opisywanej nie tak dawno na jednym z polskich blogów o finansach osobistych). Jednak zdanie reklamujące tą książkę w Złotych Myślach: „Uważaj, bo znajomi będą śmiać się, gdy powiesz, że „inwestujesz we własny dług”, ale gdy po kilku miesiącach zacznie sam się spłacać, to…” wg mnie ma się nijak do tej metody. Książka tak samo nie przedstawia metody dzięki której kredyt na 500,000zł spłaciłby się sam, czy jak w 30 lat mieć 3 mieszkania zamiast jednego (jak opisywane jest to na stronie promującej ebooka).
Kupić czy nie?
Czy czuje się trochę naciągnięty przez Złote Myśli? Tak, ale to nic… i tak gorąco polecam zakup tej książki. Nie pokazuje ona może tego co się spodziewałem w niej zobaczyć (wnioskując po opisać ZM), ale może się okazać bardzo pomocna dla osób, które mają chociaż najmniejsze problemy ze swoimi finansami. Kilkanaście złotych które zapłacicie za książkę jest niczym w porównaniu do wiedzy w niej zawartej. Prawdopodobnie nie spowoduje ona zwrotu w myśleniu, ale… z pewnością do myślenia da.
Złote Myśli natomiast po raz kolejny mają u mnie minusa za materiały promujące niezgodne z zawartością sprzedawanego towaru. Chociaż w tym przypadku jestem im za to nawet wdzięczny
Kliknij tutaj by dokonać zakupu (Uwaga! Link zawiera mój kod partnerski, nie usuwaj go proszę, nie wprowadza on dodatkowych kosztów dla Ciebie, a mi da prowizję ze sprzedaży. Z góry dziękuję.)

Witaj Krzysztofie,
Miło mi,że tak przychylnie napisałeś o mojej książce. Czytając Twojego posta nasunęła mi się analogia miedzy narodzinami dziecka a wydaniem książki. Po urodzeniu dziecka dumni rodzice zapraszają gości i pokazują je światu. Tak się jednak składa,że zakłądają mu ubranko które kupiła dajmy na to Teściowa. Goście przychodzą i jedni mówią „cała Matka”, inni „jaka ładna dziewczynka” a ojciec myśli i mówi „Zaraz, przeciez to chłopak i to zupełnie podobny do mnie…”
Pozdrawiam serdecznie.
P.S. Z Kiyiosakim nie do końca masz rację. On wcale nie był pierwszy, jest tylko najbardziej znany. Co do Dave’a Ramsey’a to dzięki za linka, chętnie poczytam czy nasze metody są podobne.
Sławek Śniegocki
http://www.SlawekSniegocki.pl
Witaj Krzysztofie,
miło mi, że pozytywnie odniosłeś się do mojej książki i że rozumiesz różnicę między autorem który pisze samą książkę a wydawcą, który tworzy ofertę promującą książkę.
Mam tylko jedno małe zastrzeżenie. W książce piszę :
„…przeczytanie tej książki, tak jak pewnie wielu innych wcześniej, dokładnie nic Ci nie da. Dlaczego? Ponieważ to co dostałeś nie jest instrukcją obsługi, ale narzędziem. Instrukcją obsługi młotka z pewnością nie uda Ci się wbić gwoździa w ścianę, ale młotkiem jak najbardziej tak.”
Pozdrawiam Sławek Śniegocki
P.S. Bardzo ciekawy blog BTW
Sławku niesamowicie mi miło widzeć Twój komentarz na moim skromnym blogu! Mogę się przyznać, że przeczytałem Twoją ostatnią książkę już dwukrotnie… i przypuszczam, że co jakiś czas będę do niej wracał (zwłaszcza, że dzisiaj zaciągnąłem kredyt na zakup mieszkania… i finanse trzeba będzie kontrolować jeszcze bardziej).
Prosze, wytłumacz mi czego dotyczy Twoje ‘zastrzeżenie’? Jak najbardziej zdaję sobie sprawę z prawdziwości cytatu, który przytaczasz – zresztą sam o nim wspominam w moim pierwszym wpisie dotyczącym Twojej książki.
Niemniej jednak, cieszę się, że zagościłeś na moim blogu… mam nadzieję, że będziesz te odwiedziny powtarzać
Pozdrawiam…
Witaj Krzysztofie,
skromność Twoja nie na miejscu, Twój blog jest po prostu dobry. Zastrzeżenie dotyczy czeskiego błędu w części Twojego wpisu:
„Już sam wstęp bardzo mi się spodobał, kiedy autor pisze, że książka ta jest instrukcją a nie młotkiem – samą instrukcją nie wbijesz gwoździa”
Pozdrawiam Sławek
P.S. Dave Ramsey nie wymyślił metody kuli śnieżnej tylko ją propaguje.
Ja również zapraszam na swoją stronę http://www.SlawekSniegocki.pl
Sławku przepraszam, ale dwa z powyższych komentarzy zostały odfiltrowane przez Akismet jako spam – tylko dlatego nie zdołałem ich odrazu zatwierdzić. Dzisiaj, całkiem przez przypadek się na nie natknąłem… i dopiero teraz zatwierdziłem.
Jeśli chodzi o mój czeski błąd… jestem umysłem ścisłym i daleko mi do filologa… proszę, czy mógłbyś wyjaśnić na czym on polega? Chciałem przekazać, że w przeciwieństwie do wielu książek, które twierdzą, że rozwiążą wszystkie problemy, Ty od samego początku zaznaczasz, że samo przeczytanie książki, nie zmieni niczyjej sytuacji. By dokonać zmiany trzeba działać. Samą instrukcją nie wbijemy gwoździa, tak jak samo przeczytanie książki nie da rezultatów. Czy coś źle zrozumiałem, czy może źle sformułowałem?
Jeśli chodzi o Dept Snow Ball… nie upieram się przy tym, że Dave Ramsey jest autorem tego podejścia. Jest on jednak pierwszą, ze znanych, osób, które je opisały i propagują (chociaż nie potrafię znaleźć na to jednoznacznego potwierdzenia).
Dziękuję, za Twoje dobre słowa o tym blogu. Moim marzeniem jest by coraz więcej i więcej osób znajdowało tu dla siebie coś wartościowego… i pozytywnie oceniało zawarte tu treści.
Witaj Krzysztofie,
oczywiście, że dobrze zrozumiałeś. A czeski błąd we wpisie jest bez znaczenia.
Pozdrawiam Sławek