Co Parkinson ma do Twoich pieniędzy? – dlaczego, tak naprawdę, wydajemy wszystko co zarabiamy

saving1
Autorem zdjęcia jest Georgios Karamanis

Wydawać mniej niż się zarabia, lub zarabiać więcej niż się wydaje… Wydawałoby się najprostszy sposób prowadzący do bogactwa. Dlaczego jednak w rzeczywistości jest tak trudno podążać za którymkolwiek z tych dwóch zdań? Dlaczego kolejne podwyżki pensji, coraz większe zyski z prowadzonej działalności czy z drugiej strony zwiększona oszczędność wcale nie powodują gromadzenia pokaźnych sum na naszych kontach oszczędnościowych?
Odpowiedzi na to zjawisko, wiele osób dopatruje się w naciągniętym do finansowych aspektów prawie Cyryla Northcote’a Parkinson’a. Prawo to ma zastosowanie do czasu i mówi, w skrócie, że wykonywanie zadanie wydłuża się wypełniając w efekcie cały dostępny czas. Ostatnio, troszkę zdziwiłem się, kiedy w jednej z prezentacji Paweł Sygnowski (na stronie optymalizator-zycia.pl) stwierdził, że prawo to ma zastosowanie do pieniędzy. Zacząłem Googlować i oprócz powtarzającego się w kilku miejscach artykułu Tomasza Zienkiewicza i artykułu autorstwa Wojciecha Rudnego nie moglem znaleźć żadnych informacji, iż przedmiotem badań Parkinsona były właśnie pieniądze. Mimo, braku naukowych umocowań takiego zastosowania tego prawa, trudno się nie zgodzić, iż dla wielu osób poziom wydatków jest zawsze taki sam jak poziom zarobków (a często nawet wyższy). Dla wielu z nas początek miesiąca wiąże się z zastrzykiem gotówki, a jego koniec z wyzerowaniem jej poziomu. Czy Ty też masz problemy z wydawaniem większych ilości pieniędzy niż zarabiasz? Oto najczęstsze przyczyny tego stanu rzeczy. (kolejność przypadkowa)

  • nie potrafimy odmawiać – przechodząc przez centrum handlowe wpadła Ci w oko zabawka, z której Twoja córeczka czy syn na pewno będzie zadowolony? „Ah, radość dziecka jest bezcenna” słyszysz we własnych myślach sięgając do portfela. Innym razem, na zakupach z dziećmi „Mamo, Tato kup mi to…” albo z żoną „Kochanie, prawda, że super sweterek sobie znalazłam?”, to ostatnie zdania jakie słyszysz zanim sięgasz po kawałek plastiku dzięki któremu staniesz się na chwilę lepszym ojcem, matką, mężem czy żoną. Tłumaczenie się, że „sobie mogę odmówić, ale żonie czy dziecku nie” – miałeś tak? Przyznaj się!
  • natychmiastowa gratyfikacja – szczęście jest wielokrotnie utożsamiane z natychmiastowym zaspokajaniem potrzeb materialnych. Kupowanie tego na co mamy w tej chwili ochotę najczęściej jest kupowaniem tego co nie jest nam rzeczywiście potrzebne.
  • konsumpcjonizm – wszyscy jesteśmy bombardowani reklamami… które są napędem dla naszego konsumpcjonizmu. Jeszcze jakiś czas temu Twój telefon był szczytem marzeń, a dzisiaj widząc na billboardzie nowy… lepszy… zastanawiasz się co tu zrobić, żeby go mieć już dzisiaj. Jeszcze kilka lat temu nie słyszałeś o Activii czy Actimelu… a dzisiaj są one fragmentem Twoich cotygodniowych zakupów i elementem codziennego śniadania. Zbliża się lato, trzeba wybrać się do sklepu po letnie ubrania – przecież te z tamtego roku nie są już modne… przy okazji może wstąpisz do salonu Era, obejrzeć tego nowo-reklamowanego G1 Android, hm? Cokolwiek kupujesz daje Ci „radość” do momentu w którym nie zobaczysz nowszego modelu lub lepszego produktu.
  • kredyty – na nasze nieszczęście wszystkie te rzeczy, które pokazują nam reklamy, wszystko to na co mamy ochotę, wszystko to na co ochotę mają nasi najbliżsi możemy mieć, już teraz… wystarczy podać sprzedawczyni kawałek plastiku i nasze „marzenia” są spełnione. Robimy to bez zbędnych oporów, bo z psychologicznego punktu widzenia, Pani za ladą zaraz nam ten plastik oddaje… i nie ma tego efektu, który towarzyszy podczas płacenia gotówką, kiedy podawane banknoty przestają być już nasze. Kredyt na nowy telewizor też jest łatwiej wziąć, kiedy pisze obok, że jest on „darmowy” lub „bez żadnych kosztów” – poza tym, co znaczy [xx] złotych miesięcznie w stosunku do Twoich [xxxx] zarobków, prawda? Otóż nieprawda. Każde zakupy płacone kartą kredytową, każdy kolejny produkt rozłożony „na raty” tworzy Twój DŁUG – jeśli nie zmieniasz swojego podejścia przez dłuższy okres czasu, to ten DŁUG rośnie, aż w końcu stanowi pokaźną część Twoich dochodów – na DŁUGi czas.
  • udowadnianie swojej „wartości” i „siły” – dla wielu osób samo posiadanie i wydawanie pieniędzy polepsza samopoczucie i zwiększa samoocenę – „Stać mnie, a co!”. Często towarzyszy temu „współzawodnictwo” ze znajomymi czy sąsiadami, chęć „bycia lepszym” – słynne polskie „Zastaw się, a postaw się.”.

To tylko główne przyczyny, każdy z Was bez problemu jest pewnie w stanie podać co najmniej kilka innych. Te powyższe wydają mi się niejako wspólne dla wszystkich „wydających”. Jakiekolwiek by one nie były dla Ciebie, najważniejszym krokiem na drodze do zapanowania nad swoimi finansami jest uświadomienie sobie faktu ich istnienia. Tylko w momencie, w którym potrafisz zidentyfikować dany ‘impuls’ jesteś w stanie nad nim zapanować i podjąć świadome kroki.

  • Print
  • PDF
  • Blip
  • Twitter
  • Flaker
  • Wykop
  • Sfora.pl
  • Co-Robie.pl
  • Grono
  • Facebook
  • del.icio.us
  • Google Bookmarks
  • Tumblr

  1. Zdążyć przed jutrem
    Marzec 5th, 2009 at 13:46
    Reply | Quote | #1

    Witam :)
    Nie mogę się zgodzić z podanymi wyżej przyczynami niedoboru finansowego. Gdyby zastosować się do tych punktów okazałoby się, że nie jest to postawa otwarta na zarabianie, a zamknięta w oszczędzaniu. Odmawiając sobie ciągle tego i tamtego wcale nie prowadzi do przyciągania, a właśnie do odcięcia się od przepływu gotówki.
    Cała rzecz w tym, że przy wydawaniu pieniędzy należy bezwarunkowo przyjąć, że wrócą one do mnie zwielokrotnione. I nie jest ważne jak i skąd, po prostu przyjdą, przepływ pieniędzy pozostanie niezakłócony, skorzysta na tym zarówno sklep i ja – korzyść obopólna.
    Pozdrawiam :)

  2. Krzysztof
    Marzec 6th, 2009 at 12:22
    Reply | Quote | #2

    „Zdążyć przed jutrem”, szkoda, że nie podałeś swojego nicka, bo nie wiem jak się mam do Ciebie teraz zwracać :)

    Twój komentarz daje mi szanse wyjaśnienia czegoś, co rzeczywiście nie do końca może uchwyciłem. Nie jestem zwolennikiem „wydawaj mniej niż zarabiasz” – raczej wyznaje zasadę „zarabiaj więcej niż wydajesz” :) PO części zgadzam się też z tym co przytaczasz, czyli prawami opisanym w Sekrecie czy Naukowej Metodzie wzbogacania się jednak, składając to wszystko „do kupy” doszedłem do wniosków, że trzeba działać w obie strony… Tak jak to fajnie zobrazował na optymalizatorze zycia nie tak dawno Paweł Sygnowski. Z pieniędzmi jest tak jak z piłką nożną, nie możesz działać tylko w ataku, czy tylko w obronie. Stąd też pomysł na ten wpis, gdyż właśnie w przytoczonych powyżej przypadkach nasza „obrona” nawala najbardziej. Jednoczenie podkreślam, że wpis ten nie ma na celu propagowania „dusigroszenia”, czemu jestem stanowczo przeciwny (sprawdź sam).

    Dzięki, że dałeś mi możliwość wyjaśnienia powyższego. Pozdrawiam serdecznie.

  3. tah
    Marzec 6th, 2009 at 15:52
    Reply | Quote | #3

    Witam, a ja przyznam, że o ile każdy z nas jest w stanie pomyślec o tego typu „przynętach”, ale czasami może by warto przeczytac i pomyślec o nich raz jeszcze. Ja osobiście wolę hehe „zakłócac przepływ” poprzez zwyczajny zdrowy rozsadek i umiar w wydawaniu i nie chodzi tu o oszczędzanie za wszelką cene i odmawianie sobie wszystkiego, a mniej lub bardziej racjonalną ocenę potrzeb. A jeśli chodzi o kontekst sukcesu to nie sądzę by oszczędzanie z zamiarem investowania zamiast puszczania gotówki w obieg, było złą rzeczą.
    Piszecie o teoriach przepływu gotówki hmm ok wszystko super ;) a co powiedzie na Protestancką etyke pracy? W dużej mierze to ona nakręciła sukces wielu ludzi a szło przecież o wręcz hardcorowe zarabianie na rzecz inwestowania po to tylko by zdobyc wiecej i moc dalej inwestowac bez nastawiania się na konsumpcjonizm, co wynikało właśnie z przekonań religijnych.
    I nie chcę tu mówic, że jestem zwolennikiem tego czy tamtego ale ciekawe jak poniekąd sprzeczne pomysły mogły wpływa na sukces.

    P.S
    I nie korzystam z Karty kredytowej – czyżbym był ignorantem? ;)

    Pozdrawiam