Oszczędzanie pieniędzy
W ostatnim czasie moim tematem “na topie” jest oszczędzanie. Jako, że pieniądze są ściśle związane z sukcesem (ok, przynajmniej dla mnie), ich oszczędzanie jest więc jednym ze znaczących czynników wpływających na sukces. Finansowa wolność czy też finansowa niezależność są bardzo modnymi tematami wielu książek, blogów czy artykułów (np. na artelisie – www.artelis.pl) jednak czytając wiele z nich w ciągu ostatniego miesiąca czuję dziwny “niesmak” i czasem mam wrażenie, że ich autorzy nie do końca wiedzą co piszą, o czym piszą i piszą tylko po to żeby coś napisać. “Broń Boże” nie próbuję tutaj nikogo krytykować, ba! nie próbuję nawet oceniać… Próbuję tylko napisać co ja myślę dodając tym samym swoje 5 groszy do całej tej masy treści dotyczącej pieniądza.
Co mnie razi? To, że Oszczędzanie straciło swoje znaczenie w tych artykułach (które czytałem). Oszczędzanie zamieniło się w “dusigroszenie”. Oszczędzanie stało się “byciem tanim”, a przecież bycie tanim to zupełnie co innego niż bycie oszczędnym. Czy na prawdę ktokolwiek wierzy w to, że np. Gates, Buffet, Abramovich czy Jobs stworzyli swoje fortuny bo kupowali używane rzeczy czy odmawiali sobie wyjścia do kina? Zaraz mi ktoś zarzuci, że do nich to my – zwykłe szaraki – nie mamy się co porównywać. Nie zgodze się, ale “przyjmę linię obrony” ujmując zdanie inaczej: czy naprawdę ktokolwike wierzy, że za 5, 10, 20 lat będzie “bogatszy” bo dzisiaj nie kupił sobie lepszego ubrania, czy “zaoszczędził” 8zł na tankowaniu samochodu (jeśli wogóle jeździ samochodem – przecież autobusem taniej, a auto stojące pod domem będzie dłużej “służyć”)? OK, może przesadziłem z atakiem na tego typu “oszczędzających”, ale ręce opadają jak na przykład czytam, że pierwszym krokiem na drodze do oszczędzania jest pocięcie kart kredytowych. Pomijając już fakt, że nie wolno nam tego zrobić, bo karta jest własnością banku, to jak takie działanie ma się przyczynić do pomnożenia naszego posiadanego kapitału? Podejście “nie mam to nie wydam” nie ma nic wspólnego z oszczędzaniem. Jeśli ktoś wydaje pieniądze wiedząc, że ich nie ma… i nie będzie miał możliwości ich oddania, to nie nazwałbym tego “brakiem oszczędzania”, a w pocięciu kart kredytowych nie doszukiwałbym się “rozpoczęcia oszczędzania”. Pisząc o kartach kredytowych, uważam je za super narzędzie, które oprócz tego, że zapewnia płynność finansową, może przysłużyć się oszczędzaniu. Jak? Wynagrodzenie za pracę wpływa na wysoko oprocentowane konto oszczędnościowe, bądź lokate miesiączną, a my za wszystko płacimy pieniędzmi banku (czyli właśnie kartą kredytową). Na początku kolejnego miesiąca wypłacamy pieniądze z konta oszczędnościowego (lub lokaty) powiększone o odsetki(!) i spłacamy zadłużenie na karcie kredytowej dzięki czemu nie płacimy bankowi ani grosza za korzystanie z jego pieniędzy przez miesiąc. Ktoś powie, no ale to niewielki zysk. Po pierwsze większy niż wątpliwy “zysk” np. z zebranych punktów dla “oszczędnych” w lokalnym hipermarkecie. Po drugie nic nie stoi na przeszkodzie by był to zysk rzędu 20-30% – jeśli ktoś ma odpowiednią wiedzę i np. zarabia na wahaniach cen funduszy lub na forexie.
Wracając do meritum. Chciałem podkreślić to, że “bycie tanim” wcale nie zapewni bycia bogatym… nie zapewni nawet bycia bogatszym, bo przecież to wiąże się z polepszeniem statusu społecznego, a to z kolei z “niepotrzebnymi” kosztami.
Jeśli ktoś kupi jakiś sprzęt za pośrednictwem np. ceneo zamiast w lokalnym sklepie i zapłaci mniej to nie nazwałbym tego oszczędzaniem… Oszczędzaniem byłby to dopiero wtedy, kiedy pozyskane w ten sposób pieniądze nie rozpłyną się w powietrzu, a najlepiej gdyby zaczęły zarabiać wpłacone na konto oszczędnościowe/lokate/fundusz. Chciałbym tu podkreślić, że nie chodzi tu o kupienie sprzętu tańszego… tylko taniej.
Jak powinno być rozumiane oszczędzanie… Wydaje mi się, że słowo to jest bardzo bliskie “odkładaniu” czy “inwestowaniu”. I nie piszę tu o “odkładaniu na czarną godzinę”, tylko inwestowaniu… gromadzeniu kapitału tak, by za jakiś czas “procent” z tego kapitału kupował nam wszystko, a jeśli nie wszystko, to chociaż część. Taki jest chyba zamysł oszczędzania… i taka jest napewno jedna z dróg, może nie do wielkiego bogactwa, ale napewno do polepszenia statusu społecznego.
Zgadza się. Przez pewien czas nie rozumialem tego i stalem sie dusigroszem, do tego stopnia, ze nie kupowalem praktycznie niczego, a złosć narastała. Potem zastanowiłem się nad sobą
i postanowiłem – a nie było to łatwe – zmienić to. Zacząłem kupować rzeczy, które sa mi potrzebne. I o dziwo – wcale mi nie ubyło pieniędzy, bo pojawiły się sposobności by uzupełnić wydatki wynagrodzeniem z nowych zleceń.
Czasami trzeba uważać na poradniki bo mozna je źle zrozumieć i zrobić sobie kuku.
Daniel miło mi Cię widzieć na blogu.
To co napisałeś przypomniało mi o czymś. Wszystkie (prawie) blogi dotyczące zarządzania finansami osobistymi jako jedną z podstawowych “porad” podają “Wydawaj mniej niż zarabiasz”. To zdanie jest właśnie czymś co powoduje “dusigroszową” mentalność. Na jednym z blogów (http://www.blipbrap.com) to samo zdanie przedstawione zostało w trochę inny sposób: “zarabiaj więcej niż wydajesz”. Jeśli zaczynasz poszukiwać nowych sposobów zarabiania, by było Cię stać na to na co masz ochotę… to okazje same się trafiają! (nie próbuję tu bynajmniej nawiązywać do prawa przyciągania… bo nie jestem jego wyznawcą, jak wiesz)
Dzięki, za komentarz.
Mam nadzieję, że moje przyszłe posty również będą spotykały się z Twoim zainteresowaniem.
To mi trochę przypomina historię Ramita Sethi. Gość zajmuje się dość kompleksowym spojrzeniem na finanse, zasadniczo jego filozofia to “zarabiaj więcej, ale jak możesz coś zrobić mądrzej, to nie wywalaj pieniędzy w błoto”. Rok 2010 na jego blogu ma upływać pod znakiem “zarabiaj więcej”, jednak jakiś czas temu napisał serię postów “jak zaoszczędzić 1000 dolarów”. Teraz wykorzystał tę serię do tego, żeby, za przeproszeniem, wytrzeć sceptykom gęby ich własnymi komentarzami: http://www.iwillteachyoutoberich.com/blog/attention-whiny-complainers-why-you-still-arent-saving-money/
W gigantycznym skrócie: skoro nie wzięliście się za siebie, jak pokazywałem Wam, gdzie możecie znaleźć sensowne oszczędności (nie przejawy skąpstwa!), to siedźcie cicho zamiast negować pomysł, że każdy może zarabiać więcej… Szczerze lubię tego gościa
O blog Ramita Sethi otarłem się kilkukrotnie… ale muszę przyznać, że nie czytam systematycznie jego artykułów. Może czas to zmienić(?).
Kiedyś regularnie czytałem bardzo wiele (>20) blogów z zakresu finansów osobistych… W ciągu ostatniego roku udało mi się to ograniczyć, zwiększając ilość czytanych książek. Nadal czytuję blogi, jednak bardziej wypatruje popularnych w sieciach spolecznosciowych artykulow niz koncentracje na wybranych autorach, czytajac wszystko co pisza.
Jednak, dzieki za polecenie mi Ramita Sethi, bede mial jego artykuly na uwadze.